niedziela, 29 marca 2009

Zjadłabym...


coś, co jest dobre. Co ma dobry smak. Co ma go w ogóle. Na poziomie wyczuwalności. Myślę, że powinnam zainwestować w siebie. W to co jem, bo tym przecież jestem. Niczym innym. Dobitnie pokazuje to cała moja fizjonomia. 
Moja fizjonomia pokazuje, że mnie nie ma już prawie. 
A naprawdę, coś bym zjadła. Troche kompulsywne to moje jedzenie. Wszystko, albo nic. Nic zwłaszcza rano i w ciągu dnia, a wszystko, zwłaszcza w nocy. W bardzo dziwnych konfiguracjach. One mi oczywiście nie służą, te konfiguracje. 
Na ogół obiecuje sobie, że tego wieczora nie zrobię śmietnika z własnego żołądka. Obiecuje, obiecuje, a potem to się samo robi. Nie z głodu, raczej z potrzeby czucia smaku. Jakiegokolwiek, ale najlepiej ostrego i mocnego. Szkoda, że nie ma gum do żucia o smaku papryki, albo sera z cebulką. I szkoda, że nie ma tu chipsów z octem balsamicznym. Oj szkoda... 

Ale może to i dobrze, z drugiej strony. Cera moja cieszy się. 

Cera moja nie przeżywa już okresu dojrzewania, ale jakieś uczulenie mi wyskakuje. I boli. I to niemiłe. Chwilowo jestem na etapie "pantenol na twarzy". Średnie uczucie, a widok, hmmm. 

Ale czym ja się przejmuje. Nikt i tak nie widzi...ciekawi mnie, czy bym się tak pokazała, ludziom, na oczy. Teraz. Bo kiedyś, to właśnie sobie wczoraj przypomniałam, że owszem, cała w panthenolu biała konwersy wakacyjne uprawiałam, w miejscach publicznych. Ale to zdaje się było, jakoś na Litwie, lub Łotwie. Słońce było nieziemskie, nieprawdopodobnie parzyło. I jakoś panthenol na nogach, rękach i twarzy mi i ludziom nie przeszkadzał.

A teraz, jak to by było teraz? Grać, czy nie grać? Udawać, pozować, nie pokazywać prawdy? I czym jest prawda? Może bycie z kimś sprawia, że prawda jest inna, niejednostkowa. Może teraz zachowuje się prawdziwie i przy kimś zachowywałabym się prawdziwie - mimo, że byłyby to inne zachowania? Coś, co z punktu widzenia teraz mogłoby być "udawaniem", w innej kompletnie sytuacji byłoby "przystosowaniem"? 

Idę, może zjem łyżeczkę angielskiej musztardy, ona ma mocny i ostry smak...

Pękanie

Myślałam, że pęknie mi serce. 

Ale nie pękło. Ma się dobrze. Staramy się żyć dla siebie. Każda pociosana komórka mojego organizmu. Przeżyć się nie da tylko śmierci. Miło nie jest, ale jest. I to zdaje się klucz do życia. 

(Zdjęcie ze strony http://fotoforum.gazeta.pl/3,0,1067232.html)