poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Wieczór

Kawiarnia, zimne napoje niekawowe, ogródko-chodnik. Fajny temat pracy do napisania, wspomnienia o starym Zwierciadle, krótka analiza w stylu "co było wcześniej, jajko - czy kura". 4 panów proszących o pieniądze. Jeden dobrze znany: "tu nie chodzi o pieniądze, od 3 tygodni nic nie jadłem, od 6 nic nie piłem....nie, nie chce muffina, chce obiad za 6.90, ale nie poczekam 20 minut aż skończycie pić...". No ja nie mogę. Uboższe o muffina, który miał być do domu - pan wziął go z łaską. Z. pewnie by z nim poszła w tę ciemną uliczkę do baru mlecznego czynnego non-stop. Takie bary są zawsze czynne non-stop i do tego właścicieli stać na czynsz tuż obok Bliklego. Pana znam z Walentynek. Wtedy zestaw kosztował 13 zł. I papierosa. 

Nie to że jestem szują, że się nie dzielę z ludzmi, że nie mam zrozumienia dla tragedii. Ale na miłość boską...raz mi wystarczy. Już ten jeden był przegięciem. "Nie chcę mniej niż 13 zł, bo zestaw kosztuje 13 zł, a ja nic nie jadłem od 35 dni, od 149,5 miesiąca nie spałem, jest zimno, pada śnieg, zestaw to dwie zupy i 2 danie z mięsem i kompot. A mogę jeszcze papierosa?"

niedziela, 19 kwietnia 2009

Gapka

Zapomniałam wziąć płytę. No ale nic. Właśnie sobie słucham Gorana. Płyta sobie leży. I niech sobie leży. Jest mi to zupełnie obojętne i niezajmujące. No moze o tyle, że chyba jeszcze jej nie zgrałam na dysk...:)

Oddam albo nie oddam, zobacze. Nie jest to cel, na którym się zawieszam :) Rozmawiałam z P. i M. i było bardzo OK. Można kogoś nie widzieć pół roku, albo i rok. I to nie robi wielkiej różnicy. Bardzo dowartościowujące są takie relacje. Bycie, dla samego bycia to bardzo ważna sprawa. G. też mnie ostatnio uskrzydla. Nie wiem na ile to co mówi, jest dogłębnie szczere, ale nawet za taką nieszczerość trzeba cenić. No i powiedział, że sie ze mną ożeni, jeśli będziemy sami w jego 30 urodziny. To stosunkowo niedługo, osobiście proponowałam mu odczekać do 35 urodzin, ale chyba mu się spieszy. Albo jest mocno pewny, że znajdzie do tego czasu kandydatkę na żonę. Inną niż ja :)

Trochę sobie potańczyłam, jestem w końcu z YCD. Tym razem nawet w parach nie było tak najgorzej. Nie było F., więc nikt nie mogł mnie przewracać :) Rozwijam się w zastraszającym tempie, już niedługo będzie trzeba opracować nową formułę programu, specjalnie dla mnie :) Rozważałam kilka interesujących rozwiązań na wieczór, ale dopadła mnie chyba gorączka. A napewno coś, co jest do gorączki zbliżone objawowo. W każdym razie, zimno mi teraz i jestem słabosilna (nie można wykluczyć, że to poprostu poimprezowy spadek formy).

Fajnie, że pojechaliśmy z M. do Mc. Nowy jest większy, nie ma problemu z pomieszczeniem się. Nie to że jestem namiętną fanką (jestem namiętną fanką KFC), ale fajnie że jest niedaleko i że po imprezie można skoczyć na szybką kanapkę. Imprezy są niezdrowe same w sobie. Niezdrowe jedzenie nie robi tu żadnej różnicy.
No i moja ustawką z G. właśnie tam czeka na dogodny termin materializacji. Myślę, że za jakiś czas możemy część Tyskich spotkań tam przenieść. Niby czas dorosnąć. Ale tylko część :)

M. mówił, że w Arabie Europa. Nowe łazienki, koedykacyjne :) Trzeba będzie w sumie się przejść. Wiosna jest, nie mogę narzekać np. na śnieg. Stare dzieje w Arabie. Dużo wspomnień.

piątek, 17 kwietnia 2009

Lektor

Skończyłam. Koniec nie był łatwy. Na jakieś 3 raty go rozłożyłam. Ostatnie 5 stron i dwa razy praktycznie płacz. Wczoraj wieczorem w autobusie i dziś rano, po kilku linijkach musiałam schować książkę. W końcu teraz, wracając do domu skończyłam. Bez łez. Teraz czas na film. Już nie mogę się doczekać - pewnie w czwartek się wybiorę. Pewnie sama. A może zaproszę Elę. Powinnam do niej napisać.

Mam złą pracę, skoro nie mogę napisać nawet głupiego, prywatnego maila do znajomej w trakcie pracy. Mam złą pracę, ponieważ wszyscy moi podwładni piszą sobie maile, czytają przepisy, grają w gry.....dramat.

Robiłam rano quiche. Bardzo smaczne, z mały zastrzeżeniem - ciasto bardzo kruche. Można je nazwać również sypkim. Ale - po raz pierwszy nadzienie nie zintegrowało się z ciastem. Nie ma takiego mokrego ciasta na granicy z farszem. Sukces. Myślę, że to przez ciasto. Szkoda, że ono nieszczególnie smakuje. Ale jak może smakować mieszanina mąki, masła i 3 łyżek mleka...

Wracając do lektora i wątku czytania na głos - umówiłyśmy się z Z. na kolejną sesję. U mnie w ogrodzie :)
I wstępnie ustaliłyśmy, że zrobię quiche. Nie taki jak dziś (lotaryński), ale ze szpinakiem i fetą.

Z. też miała sen. Że spacerowała nad klifem i jej towarzysz zapragnął pływać.  Tyle, że był sztorm. I w efekcie nogę mu urwało. To prawie tak dramatyczne jak mój sen, w którym Z. mówiła mi, że nie możemy się dłużej przyjaźnić...:) 

Dramaty podobne do harleqiuńskich.  To znak, że powinnyśmy zacząć pisać. Nie ma na co czekać. Sława
i fortuna czekają. 

czwartek, 16 kwietnia 2009

Od rana do teraz


Bardzo długi dzień. Długi i napięty. Zastanawiam się, czy nie zaczął się ten dzień przedwczoraj. Za dużo mam na głowie, nie dam rady dłuzej oszukiwać siebie samej. Ciekawe kiedy zbiorę się w sobie i powiem to na głos. Na głos do tych, którzy powinni usłyszeć. 

Na razie moja strategia opiera się na wierze w to, że pracy będzie mniej. I że ja doczekam tego, że będzie jej mniej. Ale to chyba nie jest najlepsza strategia. Jest nawet całkiem głupia. Fajnie, że to wiem, szkoda, że nic z tym nie robię. 

Jutro piekę qiuche. Cieszę się nawet - lubie to piec i jeść. Robie to raz-dwa razy w roku (piekę, jem troche częściej, bo zrobiło się popularne na mieście). Zawsze to lepiej, niż wcale :) 

Quiche oznacza, że dorocznej tradycji stanie sie zadość. I z tego cieszę się dodatkowo mocno. 

News na dziś: plamy z tuszu z długopisu można wywabić sokiem z cytryny, zmywaczem do paznokci, alkoholem. Czasem można też proszkiem do prania, klasycznie w pralce. Albo mydłem szarym, na sucho. Cokolwiek to może znaczyć.....

wtorek, 14 kwietnia 2009

Sny

Męczą mnie. Śniło mi się, że Z. już sie nie chce ze mną przyjaźnić. Brzmi to, hmmmm.....ale jak to w śnie, było dramatycznie. Ale powiedziała, że nie chce się nie przyjaźnić...;)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

O czekaniu jeszcze

Na co ja w ogóle czekam jeszcze? Mało mi. Wylot totalny. Nie wiem skąd jeszcze mam ciąć, z gg poleciał, bo po co mam patrzeć na te opisy? Co mnie to w ogóle intetesuje? Rozwój emocjonalny 14 latka (napisałam 17 latka, ale to, sorry, za wysokie progi).  Trudno jest się pożegnać z tą cząstką siebie, która w coś wierzyła. Nawet jesli w pożegnanie jest zamieszany tylko głupi komunikator. Ale już po wszystkim. I nie boli :)

Nie ma co ludziom odpuszczać. Mi nikt nie odpuszcza. Nie rozumiem, dlaczego mam robić niby coś, tylko dlatego, że coś widzę bardziej, pełniej, bla bla bla. Jeśli to błogosławieństwo jakieś, to je sobie weź. Ja go nie chcę na takich zasadach.  

BTW - N. czytała na głos. Bardzo pouczające. Do tego pożyczyła mi książę "Lektor". I jeszcze jedną dała. Do mojego stosu w sam raz. Ale to miła tradycja, zupełnie nie kultywowana przez rodzinę pierwotną. 

Książke o Prue skończyłam po cichu - lekkin dramat, już zapomniałam, jakie to patetyczne...

Czekanie

Myślę, że już wiem na co czekałam. Czekałam, aż minie rok. Bo to właśnie mija rok. Daty są dla mnie chyba jednak troche ważne. Guziec był, nie?

Myślę, że dam P. płytę, która została. Nie chce jej. Wszystkie ważne, które sama zostawiłam, już sobie raczej odkupiłam. Pewnie on nie pomyśli, żeby oddać. Pomyślałam więc za niego. Jak zwykle... Ciekawe, co jeszcze mogę mieć, a czego już nie potrzebuje... Wiem natomiast czego nie mam, a potrzebuję. Skomplikowana relacja, oj skomplikowana. Jak zawsze. Jakbym nie miała się w co pakować i do czego dążyć...Ale wolę właśnie tak. Byleby coś się działo. Chwilowo się nie dzieje, nie wiem więc co myśleć. Ja mam dużo pracy, bardzo dużo. Chyba troche używam tego, jako wymówki. Lepiej sobie coś wymówić, niż skonfrontować się z prawdą. Taką prawdą, że nic z tego, albo nic z tego, bo nic nie zrobiłam. A mogłam. Ale czy wystawiać się na śmieszność? Niby chyba tak. Bo przecież, póki się nie wystawię, to wiedziała nie będę. Ale jak się wystawię i będzie to jednak śmieszność, to płot padnie od tej kuli. Bo to nie jest zwykły płot i kula też nie jest zwykła. 

Sęk, jak widzać, w tym, że wiem co powinnam zrobić. Ale boję się. I pewnie tak jak zwykle, boję się na wyrost. 

Ładna pogoda jest. Fajnie, że wychodzę. Szkoda, że sama.