piątek, 17 kwietnia 2009

Lektor

Skończyłam. Koniec nie był łatwy. Na jakieś 3 raty go rozłożyłam. Ostatnie 5 stron i dwa razy praktycznie płacz. Wczoraj wieczorem w autobusie i dziś rano, po kilku linijkach musiałam schować książkę. W końcu teraz, wracając do domu skończyłam. Bez łez. Teraz czas na film. Już nie mogę się doczekać - pewnie w czwartek się wybiorę. Pewnie sama. A może zaproszę Elę. Powinnam do niej napisać.

Mam złą pracę, skoro nie mogę napisać nawet głupiego, prywatnego maila do znajomej w trakcie pracy. Mam złą pracę, ponieważ wszyscy moi podwładni piszą sobie maile, czytają przepisy, grają w gry.....dramat.

Robiłam rano quiche. Bardzo smaczne, z mały zastrzeżeniem - ciasto bardzo kruche. Można je nazwać również sypkim. Ale - po raz pierwszy nadzienie nie zintegrowało się z ciastem. Nie ma takiego mokrego ciasta na granicy z farszem. Sukces. Myślę, że to przez ciasto. Szkoda, że ono nieszczególnie smakuje. Ale jak może smakować mieszanina mąki, masła i 3 łyżek mleka...

Wracając do lektora i wątku czytania na głos - umówiłyśmy się z Z. na kolejną sesję. U mnie w ogrodzie :)
I wstępnie ustaliłyśmy, że zrobię quiche. Nie taki jak dziś (lotaryński), ale ze szpinakiem i fetą.

Z. też miała sen. Że spacerowała nad klifem i jej towarzysz zapragnął pływać.  Tyle, że był sztorm. I w efekcie nogę mu urwało. To prawie tak dramatyczne jak mój sen, w którym Z. mówiła mi, że nie możemy się dłużej przyjaźnić...:) 

Dramaty podobne do harleqiuńskich.  To znak, że powinnyśmy zacząć pisać. Nie ma na co czekać. Sława
i fortuna czekają. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz